Najlepsze typy zakładów bukmacherskich tylko u nas!



Mjut a jak było?


no i tak jak obiecałem- piszę.
sobota godzina 14.15- dzwonię do szypra- okazuje się, że jeszcze niepewne są prognozy na niedzielę, więc mam dzwonić po 17.00....siedzimy z kumplem i nie wiemy co robić żeby zabić czas. w końcu jakoś zlatuje. kiedy odkładam słuchawkę po rozmowie z szyprem minę mam nietęgą. okazuje się, że ma być spory wiatr i nici z wyprawy, ponadto jeśli wiatr nawet duży nie bedzie, to spory będzie dryf. cóż...i po wyprawie. to był nasz pobyt na Księżnej Łeby. minutę później decydujemy, że tyle czekaliśmy na ten dzień, więc nie można tak łatwo odpuścić. dzwonimy na MORSA-D...nie płynie...jeszcze jedna rozpaczliwa próba- dzwonie do witkowskiego na Wędkarza Morskiego- płynie!!! ma tylko 5 miejsc, ale za godzinę będzie wiadomo, czy będzie wolnych 8. jest i 8 miejsc, czyli cała nasza paczka się mieści. kiedy dojeżdżamy o 4.40 do Łeby pizga strasznie. no i standart- ubieranie sie w warstwy ciuchów, małe piwko i zjawia się szyper. o 5.45 wypływamy. z początku morze zdaje się bardzo spokojne, z czasem jednak fala przybiera na sile i ostatecznie trochę nami rzuca. mój dorsz był pierwszy na łajbie...niestety bolek ok 1kg. wyniki kiepskie, ale i tak się cieszę. z 20 osób mniej więcej połowa łapała ale pawie (a może puszczała). byłem na rufie i porównując do innych wyniki były dobre, bo złapałem 7 wątłuszy od 1kg do 2.5kg. niestety po wyprawie 2 moich kumpli stwierdziło, że chyba odpuszczą sobie morskie wyprawy, bo podczas 3 wypraw nieweile złapali...

fajnie było



no i tak jak obiecałem- piszę.
sobota godzina 14.15- dzwonię do szypra- okazuje się, że jeszcze niepewne są prognozy na niedzielę, więc mam dzwonić po 17.00....siedzimy z kumplem i nie wiemy co robić żeby zabić czas. w końcu jakoś zlatuje. kiedy odkładam słuchawkę po rozmowie z szyprem minę mam nietęgą. okazuje się, że ma być spory wiatr i nici z wyprawy, ponadto jeśli wiatr nawet duży nie bedzie, to spory będzie dryf. cóż...i po wyprawie. to był nasz pobyt na Księżnej Łeby. minutę później decydujemy, że tyle czekaliśmy na ten dzień, więc nie można tak łatwo odpuścić. dzwonimy na MORSA-D...nie płynie...jeszcze jedna rozpaczliwa próba- dzwonie do witkowskiego na Wędkarza Morskiego- płynie!!! ma tylko 5 miejsc, ale za godzinę będzie wiadomo, czy będzie wolnych 8. jest i 8 miejsc, czyli cała nasza paczka się mieści. kiedy dojeżdżamy o 4.40 do Łeby pizga strasznie. no i standart- ubieranie sie w warstwy ciuchów, małe piwko i zjawia się szyper. o 5.45 wypływamy. z początku morze zdaje się bardzo spokojne, z czasem jednak fala przybiera na sile i ostatecznie trochę nami rzuca. mój dorsz był pierwszy na łajbie...niestety bolek ok 1kg. wyniki kiepskie, ale i tak się cieszę. z 20 osób mniej więcej połowa łapała ale pawie (a może puszczała). byłem na rufie i porównując do innych wyniki były dobre, bo złapałem 7 wątłuszy od 1kg do 2.5kg. niestety po wyprawie 2 moich kumpli stwierdziło, że chyba odpuszczą sobie morskie wyprawy, bo podczas 3 wypraw nieweile złapali...

fajnie było



Ogólnie sam też byłem na kutrze dwa razy i upewnij się czy twoi koledzy nie mają choroby morskiej bo wyprawa może skończyc się wilką klęską wiem sam po sobie
I tak od serca powiem, że dobre kutry są już zarezerwowane do września (weekendy), czasami można znaleźć jeszcze pojedyńcze miejsca na poszczególnych łodziach.
Ostatnio koledzy byli tak jak mówisz w łebie i najwięszy 8,8 kg więc już ładny dorsz

p.s jeśli nie masz pewności czy koledzy zostaną pochłonięci przez sport to trochę lipa, bo sprzety na kutrach wie jaki jest i nie ma nic za darmo.



Ja wypływałem z portu z Łeby na statku "Wędkarz Morski" (www.wedkarz.sputnik.pl) reklamują się w WW ,wyprawa ogólnie zaliczam jako udaną (ale było to kilka lat temu) jednostka mała więc wybójało nami we wszystkie możliwe strony <lol> niestety nie mogę porównać do innych jednostek ale połów uważałem za bardzo udany ,dorsze małe ale bardzo dużo i ogólnie bardzo przyjazna atmosfera (także dla morskich żółtodziobów jak ja - pierwsze połpwy w Bałtyku ) wypożyczaliśmu sprzęt ,ale na jego temat nie mogę się wypowiedzieć (tak jak pisałem było to kilka lat temu) myślę że gdybym znów chciał łowić dorsze to wybrał bym tą jednostkę ale czekam na inne opinie



w sierpniu bylem na urlopie w Lebie i oczywiscie wczesniej zarezerwowalem sobie rejsy wypraw wedkarskich ale jak to bywa a Polsce albo statek zarezerwowany albo awaria, postanowilem szukac z kolegami cos a wlasciwie kogos kto ma mozliwosci i dobry niepsujacy sie statek i oczywiscie trafilismy na Szmuglera , kuter w miare duzy i dosc doswiadczona zaloga ,na poczatku mialem male watpliwosci co do opowiesci o tym kutrze jakie slyszalem w Lebie ,
Tym razem sie sprawdzilo i to w 200%, bylem dwa razy , lapalem tyle ile naprawde moge bo po pewnym czasie w drugi dzien polowow tak bolaly mnie rece ze nie moglem co dzwonek wrzucac pickera, na koncu odpuszczalem czasami .zlapalem a raczej zlapalismy lacznie w trzech w pierwszy dzien okolo 20 dorszy i byl to wg.zalogi slaby dzien a w nastepny dzien zlapalismy lacznie tyle dorszy i jedna balene ze ciezko bylo wlozyc do jednego worka, a przy okazji zaloga Szmuglera pokazala klase prezetujac jak sie lapie dorsze,

polecam kuter Szmugler a sam bede napewno znowu na mim w maju 2008 roku

pozdrawiam z Londynu



PO wielkich trudach, odbyła sie pierwsza wycieczka na dorsze organizowana przez Koło Górnik. W ubiegłym roku z uwagi na pogodę wyjazd został odwołany. W dniach 21-22 październik 17 osób uczestniczyło w wycieczce na dorsze do Łeby. Dla niektórych kolegów był to chrzest bojowy ( kuter Misisipi ), bo wiała "szóstka", a stare wilki morskie wiedzą co to znaczy. Podczas łowienia rozegrano konkurs na największego dorsza. Podróż zabezpieczyło koło wynajętym autokarem. Popmimo złej pogody koledzy już myslą o kolejnym wyjeździe. W przyszłym roku zaproponujemy kilka zaorganizowanych wyjazdów na dorsze. Szczegółówa informacja z wycieczki w krótce. Pozdrowienia dla "morsów" Prezes. tutajpoczkategori



Krótka opowieść z wyprawy nad morze 22-24 maj.
Początkowo plan był taki, że w piątek wypływamy z Felixem z Ustki a w sobotę z Marcelem w Łebie. Niestety jak to często bywa pogoda spłatała figla. Czwartek wieczór dzwonimy do Felixa, niestety nie wypływa. Przekazuje, że podobno Baltic Lady wypływał w czwartek więc telefonujemy i tam. Niestety oni też nie wypływają. Miał być duży wiatr. Przekazują nam również że pogoda ma się nie zmienić do soboty włącznie. Tymczasem w piątek wieczorem wykonujemy telefon do Marcela, niestety sobota też ma być stracona ( podobno wiatr ma sięgać nawet 7B) Jednak dostajemy informację że kilka kutrów wypłynęło w piątek( min. Delfin i Mors). Szybkie poszukiwanie numerów i już jesteśmy na linii z Delfinem. Przekazuje nam, że w sobotę wypływa" a inni niech dalej czekają na sztorm", niestety nie ma już wolnych miejsc. Dzwonimy więc do Morsa i udaje się. Zwolniły się miejsca więc 800km jazdy nad morze nie pójdzie do końca na marne.
Wypływamy o 5 rano Morsem D. Dosyć daleko płynęliśmy, wiatr z rana był duży ale jeszcze nie tragiczny. Później trochę się rozhulało, tak do 5B. Mimo tej pogody coś tam połowiliśmy. Średnio każdy około 10 dorszyków złapał(tylko członek załogi miał około 20). Kilka osób dopadła całkowicie choroba morska, połowa ekipy miała powiedzmy....niestrawności. Ale to znowu jakaś nowa przygoda. Tego dnia z Łeby wypłynęły 4 jednostki a powiem szczerze, że chyba ta pogoda nie była aż tak zła by nie wypływać. Łowiliśmy daleko. Powrót trwał 2,5 godzinki. łowiska głębokości 40-50m. nierzadko trafiały się dublety, bardzo dużo dorszy padło na przywieszki (głównie twistery).
Podsumowując: wypad nienajgorszy, kuter też do zniesienia, szyper wypływał daleko, chciał znaleźć trochę ryby. Wyniki też nienajgorsze. Moim zdaniem pozostałe kutry też mgły spokojnie wypływać. Myślę, że już im się po prostu trochę nie chciało gdyż od początku maja pogoda sprzyjała i w samym maju było 16 dni w których wypływali. Więc prawdopodobniej byli już odrobieni i nie chcieli na niepewną pogodę się męczyć. Ale to tylko moje subiektywne zdanie.
Pozdrawiam.




Jestem wędkarzem z długoletnim stażem i na wyprawach na dorsze bałtyckie byłem ponad 30 razy. Staram się tolerować różne sprawy i niedogodności ale ostatnia wyprawa lipcowa zmusiła mnie do przekazania informacji ostrzegającej o tym armatorze. Panowie tanio i do d.... Nadmieniam , że byłem na tym kutrze kilka razy. Szyper „Małej Szarloty” w Łebie pięknie wytapia czas kręcąc kółka niedaleko brzegu. Po napłynięciu jeden rzut i po 3 minutach sygnał do zwijania. W sytuacji jak trafił rybę pomocnik sprawdza ile kto złowił jeśli oceni, że każdy ma kilka sztuk to sygnał i zwijka z miejsca gdzie ryby biorą po zaznaczeniu sobie w GPS. Obsługa żadna, niech nikt nie liczy na pomoc jakąkolwiek czy kawę, pomocnik snuje się przeważnie skacowany i szuka z kim się napić lub sam łowi ryby żeby komuś sprzedać. Pomieszczenie dla wędkarzy na rufie śmierdzące uryną i brudne. W czasie powrotu zaczęło zdrowo bujać i skrzynki zaczęły przemieszczać się po kutrze uderzając wędkarzy, załoga olała to totalnie nikt się nie pojawił bo zmoczyłby sobie buciki. Jedno co robią dobrze to kasują przed ruszeniem z portu bo później byłyby małe kłopoty ze ściągnięciem kasy. Nie polecam.


witam

na początku sierpnia też pływałem na szarlocie i też nie był to mój pierwszy raz na tej jednostce. nie będę się za dużo rozpisywał bo nie ma o czym .niestety odniosłem takie samo wrażenie jak kolega wiech. dużo pływania mało łapania. i to był mój ostatni raz na MAŁEJ SZARLOCIE.
teraz jak neptun pozwoli to 02,10,2010 kołobrzeg POSZUKIWACZ.

pozdrawiam zapaleńców morskich połowów.